Biało-czerwony bursztyn
Boom Polska zorganizuje Euro 2012. Boom Gdańsk będzie jednym z miast gospodarzy. Boom trzeba wybudować nowoczesny stadion. Tak pokrótce wyglądała droga do budowy „bursztynka” czyli stadionu, który stał się jednym z symboli Gdańska. Kiedy było już wiadomo, że w perspektywie kilku lat w grodzie nad Motławą musi stanąć nowoczesny obiekt piłkarski, zaczęto szukać strategicznej lokalizacji dla tej inwestycji. Potrzebny był rozległy teren, dobrze skomunikowany z pozostałą częścią miasta. I tak postawiono na gdańską dzielnicę Letnica. I to tam na terenie dawnych ogródków działkowych w 2008 roku wbito pierwszą łopatę. Projekt obiektu stworzyła niemiecka pracownia architektoniczna z Düsseldorfu, odpowiedzialna wcześniej za konstrukcje stadionów w Hanowerze i Gelsenkirchen. W trzy lata w Gdańsku powstał stadion, który stał się chlubą i wizytówką miasta oraz areną goszczącą największy turniej piłkarski w Europie. Charakterystyczny kształt oraz złota elewacja składająca się z 18.000 płyt poliwęglanu stały się znakiem rozpoznawczym obiektu i przywoływały skojarzenia z morskim bursztynem. Planowano otworzyć stadion z przytupem. W meczu inauguracyjnym rywalem Polaków mieli być Francuzi, jednak w końcowej fazie budowy doszło do opóźnień i problemów z odbiorem inwestycji. Finalne oddanie obiektu do użytku opóźniono o pół roku. Ostatecznie 14 sierpnia 2011 roku w meczu inauguracyjnym zmierzyły się drużyny Lechii Gdańsk i Cracovii (wynik 1:1). Pierwszą międzynarodową próbę stadion w Gdańsku miał przejść miesiąc później, a naprzeciw biało-czerwonym miała stanąć reprezentacja Niemiec. O ile od momentu powstania wizualizacji obiektu potocznie nazywano go „bursztynkiem”, o tyle w oficjalnej dokumentacji nosił on nazwę „Arena Bałtycka” (Baltic Arena). Gotowa, efektowna arena stała się magnesem dla reklamodawców i na mocy umowy sponsorskiej stadion przemianowano na PGE Arena Gdańsk. I właśnie na PGE Arenie Gdańsk, 6 września 2011 roku miał odbyć się mecz towarzyski Polska – Niemcy.
Od chwili ogłoszenia, że rywalem Polaków na otwarcie nowego stadionu w Gdańsku będzie reprezentacja Niemiec, szykowaliśmy się na to spotkanie szczególnie. Wiadomo mecz z Niemcami rezonuje podwójnie, do tego architektonicznie „bursztynek” w Gdańsku wydawał się najpiękniejszym stadionem w Polsce. Z góry można było zakładać, że zainteresowanie meczem będzie ogromne, dlatego jak tylko udało się zdobyć bilety na to spotkanie, od razu zabukowaliśmy także pociąg do Gdańska. Piotrek, Patryk, Marcin i ja – ekipa gotowa na wyjazd. Podróż do Gdańska była bezproblemowa gdyż jechaliśmy dzień wcześniej, gorzej było z pociągiem powrotnym, gdyż odjeżdżał on ze stacji Gdańsk Wrzeszcz… 30 minut po przewidywanym zakończeniu meczu (do tego dojdę później). Na Pomorze wyruszamy z Krakowa, uzbrojeni w odpowiedni prowiant (przynajmniej tak nam się wydawało na starcie). Jechaliśmy zwykłym pociągiem TLK więc po drodze czekały nas liczne postoje. Droga długa więc był czas na żarty i rozmowy na różne tematy w męskim gronie. Szybko okazało się, że jednak nie do końca jesteśmy przygotowani w temacie zapasów na podróż. O ile płyny były pod kontrolą, o tyle każdy z nas wziął jedynie lekkie, suche przekąski, które na taki wielogodzinny trip były niewystarczające. Czas mijał, było wesoło, ale już za Kielcami, pojawił się pierwszy głód i pokusa aby zjeść coś ciepłego. Przejeżdżaliśmy przez stacje Skarżysko-Kamienna. Opowiadałem chłopakom o czasach studenckich i dwóch szalonych Sylwestrach jakie spędzałem w tym mieście. I wtedy (niestety dopiero wtedy) naszła mnie złota myśl. Czemu nie zadzwoniłem do kumpla ze Skarlandu i nie poprosiłem o ewentualne ogarniecie jakiegoś cateringu i podwiezienie nam na dworzec. A niech to! Trzeba było wpaść na to wcześniej. Jednak trop był dobry, a myśl zaczęła ewoluować. A gdybyśmy zamówili pizze z odbiorem na Dworcu Centralnym w Warszawie? A co nam szkodzi – spróbujmy!. Dzwonimy do jednej z pizzerii w Warszawie, z góry informując, że łączymy się z pociągu i że zamówienie będzie nietypowe. Pani w słuchawce – wysłuchała i zapisała, ale nie do końca mieliśmy przekonanie, że przyjęła nasze zamówienie. Mijały kolejne minuty. Docieramy do Warszawy, mijamy dworzec Warszawa Zachodnia i ciekawość wzrasta – czy „ktoś” będzie na nas czekał na Centralnym. Pociąg zwalnia, my wylęgliśmy do okna. Wjeżdżamy na peron, mijamy kolejnych podróżnych czekających na pociąg i z daleka widzimy chłopaka z czterema dużymi kartonami pizzy. Uratowani! Bierzemy szaliki i machamy, żeby wiedział, w którym wagonie i w którym oknie „będzie dostawa”. Motorniczy chyba wiedział, że oczekujemy na kuriera, gdyż zatrzymał pociąg prawie na równi z naszym dostawcą. Płacimy za zamówienie, bardzo serdecznie dziękujemy i zostawiamy sowity napiwek. Obiecujemy także wpisać pozytywne recenzje dla tej pizzerii. Mamy to! Najedzeni pędziliśmy dalej pociągiem i bez przygód dotarliśmy do Gdańska. W dzień meczowy od rana kręciliśmy się po mieście. Stocznia, Długi Targ, Westerplatte + piwko na mieście. Potem dość wcześnie udajemy się w okolice stadionu. Pociągiem SKM docieramy na stacje Gdańsk Wrzeszcz i potem spacerem udajemy się w stronę stadionu. Po drodze mijamy jakiś lokalny bar, więc wchodzimy na przedmeczowe piwko. Był to dość swojski przybytek, raczej dla osiedlowych miłośników zimnego z pianką. Pod parasolką poznajemy dwóch starszych kibiców Lechii Gdańsk, którzy opowiedzieli nam kilka ciekawych historii ze swojego szlaku kibicowskiego. Siedzimy, kończymy piwo i nagle Marcin… wyciąga nóż i pyta właściciela knajpy czy mu go przechowa? Na początku wszyscy byli zaskoczeni skąd on ma nóż, potem wszyscy trochę się posmialiśmy. Oczywiście nie był to to żaden tasak, ale jakiś mały nóż, który miał się ewentualnie przydać do przekrojenia/posmarowania chleba, a okazał się problemem, bo przecież z nożem Marcin na stadion nie wejdzie. Właściciel wyluzowany człowiek, nóż przyjął ale przyniósł jakiś worek i kazał go tam wrzucić. I słusznie żadnych odcisków palców. W sumie z jego punktu widzenia dziwna sytuacja. Przychodzi do niego do lokalu czterech nieznajomych, zamawiają piwo, a zostawiają… nóż. Czas mija, idziemy na stadion. Do rozpoczęcia meczu było jeszcze sporo czasu, ale w okolicach stadionu było już biało-czerwono. Było nie tylko dużo kibiców, ale cała masa stanowisk z szalikami, flagami, kapeluszami i innymi gadżetami w barwach narodowych. Właściwie wszędzie było biało-czerwono-złoto, gdyż nad barwnym tłumem górowała bursztynowa bryła gdańskiego stadionu. Wieziemy z południa naszą flagę, więc wchodzimy na stadion wcześniej, żeby ją powiesić. Efekt WOW był z zewnątrz, ale stadion doskonale prezentował się także wewnątrz. Arena na światowym poziomie. Mimo iż na trybunach byliśmy z dużym wyprzedzeniem, miejsca na barierkach było niewiele. Wieszamy flagę blisko narożnika i czekamy na mecz.
Niemcy przyjechali do Polski w najsilniejszym składzie. Selekcjonerem naszych zachodnich sąsiadów był Joachim Loew, a jego asystentem był Hansi Flick. Duet trenerski wysłał w bój jedenastkę, w której z przodu brylowali urodzony w Gliwicach – Lukas Podolski i urodzony w Opolu – Miroslav Klose. W 2′ próba groźnej akcji Niemców, ale wychodzący za pleców polskich obrońców Lukas Podolski był na spalonym. 5 minuta to powrót powtarzalnego schematu czyli błąd polskiej obrony. Na małej przestrzeni Dariusz Dudka „wrzuca na minę” Damiena Perquisa podając mu krótką piłkę. Tracimy futbolówkę, Niemcy w trójkę wpadają w nasze pole karne. Mario Goetze zagrywa do Miroslava Klose ale ten w doskonałej sytuacji strzeleckiej trafia w Wojciech Szczęsnego, który instynktownie odbija piłkę przed siebie, a Perquis wybiją ją na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z narożnika Niemcy wygrywają pojedynek główkowy w polu karnym, piłka trafia na 3 metr od bramki, tam w ekwilibrystyczny sposób uderza ją Simon Rolfes, ale znów Szczęsny doskonale broni. Początek meczu to nawałnica gości, Polacy praktycznie nie są w stanie opanować piłki i wymienić choć kilku prostych podań. W 9 minucie kolejna doskonała akcja Niemców. Akcję uruchomił długim przerzutem z prawej na lewą stroną Andre Schurrle. A tam dwójkowa wymiana piłki między Podolskim i Filipem Lahmem. Obrońca Bayernu Monachium wpadł w pole karne, łatwo nawinął na zwód Marcina Wasilewskiego, uderzył po drugim słupku, ale znów wyciągnięty jak struna Szczęsny zdołał sięgnąć piłki. 10 minut gry – Szczęsny vs. Niemcy 3:0. W końcu w 11 minucie mocna odpowiedź Polaków. Strata gości w środku pola, Robert Lewandowski uruchomił prostopadłym podaniem Sławka Peszkę, ten wbiegł za linię obrony Niemców, ale w sytuacji sam na sam trafił wprost w Toma Wisse. W 20 minucie kolejny raz mieliśmy sporo szczęścia. Znów kuriozalna gra w obronie tym razem duetu Perquis – Kuba Wawrzyniak. Jeden źle podaje, drugi źle przyjmuje. Piłka odskoczyła Wawrzyniakowi, błyskawicznie dopadł do niej Goetze, wyłożył do Klose, ale niemiecki napastnik trącił piłkę, która przeleciała obok bramki. W 28 minucie wzorowa kontra Polaków. Błaszczykowski z pierwszej piłki podaje do Adriana Mierzejewskiego, ten podaje do rozpędzonego Peszki, ale Peszkin znów w sytuacji sam na sam trafia tylko w boczna siatkę. Ogromny zawód na trybunach. Szkoda bo Polacy koncertowo rozklepali niemiecką obronę. W 30 i 31 minucie show Szczęsnego ciąg dalszy. Niemcy znów w trzech podaniach zgubili Polską obronę. Z lewego skrzydła zbiegł Lahm, podał do Podolskiego, a ten wypatrzył w polu karnym wbiegającego Toniego Krossa, ale w sytuacji sam na sam Szczęsny znów zdołał sparować piłkę. Nie był to jednak koniec akcji Niemców. Nie potrafiliśmy oddalić zagrożenia od własnej bramki, goście przejęli piłkę wymienili kilkanaście podań, w końcu z prawego skrzydła dośrodkował Goetze. Z pozoru sytuacja wydawała się niegroźna, jednak w polu karnym Arek Głowacki nie potrafił wybić prostej piłki, skiksował wystawiając futbolówkę wprost pod nogi Klose. Niemiecki napastnik znów miał czystą sytuacje strzelecką, ale znów trafił w błyskawicznie wychodzącego z bramki Szczęsnego. Która to już doskonała interwencja polskiego bramkarza w sytuacji stuprocentowej dla gości? Jednak to co najbardziej spektakularne dopiero nadeszło. Po raz „ęty” Niemcy gubią najpierw polską linię pomocy. Potem Klose jednym podaniem ośmiesza ustawienie naszej defensywy. Kompletnie niekryty Podolski dostaje piłkę w pole karne, potężnie uderza z lewej nogi, ale bombę Poldiego instynktownie odbija Szczęsny. W asekuracji pogubiony jest Perquis, do dobitki dopada Klose, ale polski bramkarz wyciągnął rękę i jakimś cudem zdołał wybronić ten strzał. Parada niewiarygodna! Wszyscy Niemcy w polu karnym złapali się za głowy, nie dowierzając w to co zrobił polski goalkeeper. Niewiarygodne było to co zrobił w 42 minucie Szczęsny, niewiarygodne było też to, że w 43 minucie Peszko zmarnował trzecią sytuację sam na sam. Najpierw Mierzejewski wywalczył piłkę w środku boiska, podał do Lewandowskiego, ten znów wypuścił w bój rozpędzonego Peszkę, ale Peszkin mając przed sobą tylko niemieckiego bramkarza… wpadł w niego. Złe przyjęcie piłki i fatalne wykończenie. Pierwsza połowa się skończyła, a my mieliśmy już bohatera meczu – Wojciecha Szczęsnego. Aż niewiarygodne jest, że wynik do przerwy brzmiał 0:0, a licząc tylko 100-procentowe sytuacje strzeleckie powinno być minimum 7:3 dla Niemców. Po 45 minutach jedno było pewne. Graliśmy ze zdecydowanie najlepszym przeciwnikiem od wielu, wielu lat. Intensywność i tempo gry było nieporównywalne z żadnym innym meczem we wcześniejszym okresie przygotowań do EURO 2012. W poprzednich springach narzekaliśmy na obronę, w tym meczu przynajmniej do przerwy defensywa grała tragicznie. Błędy w wyprowadzeniu piłki, proste błędy w przyjęciu, brak krycia. Praktycznie każda akcja Niemców, zaczynała się od seryjnej wymiany podań i rozklepania polskiej obrony, po czym następowało prostopadłe podanie w pole karne i dobra sytuacja strzelecka. Bardzo słabo wyglądała gra defensywna naszego zespołu, nie tylko samej czwórki obrońców, ale także linii pomocy, która też dość łatwo była ogrywana. Najważniejsze, że do przerwy trzymamy wynik. Druga połowa to kontynuacja naporu Niemców. W 50 minucie akcja środkiem boiska, mocny strzał zza pola karnego Krossa, ale Szczęsny sparował piłkę do boku. W 51 minucie znów zgubiona polska obrona. Cacau urwał się Głowackiemu i Wasilewskiemu. Zostawił za plecami polskich defensorów dostał piłkę w pole karne, ale strzelił tuż obok słupka. Sytuację próbował ratować jeszcze wślizgiem spóźniony Perquis. Zgodnie ze starym porzekadłem, niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Goście po raz kolejny zlekceważyli kontrę Polaków. W tym miejscu trzeba podkreślić, że o ile Polska defensywa grała fatalnie, to niewiele dobrego można powiedzieć także o obronie Niemców, która kompletnie nie radziła sobie z szybkimi polskimi kontratakami. Tym razem Kuba Błaszczykowski szybko wyprowadził piłkę z własnej połowy, podał prostopadle do wbiegającego w pole karne Darka Dudki. Piłka trochę uciekła naszemu pomocnikowi, ale dodatkowo wpadł w niego niemiecki bramkarz i pewnie byłby odgwizdany rzut karny, ale do piłki dopadł Lewandowski, wyprzedził dwójkę niemieckich obrońców i wślizgiem wpakował ją do bramki. Nie ma karnego, jest gol! Polacy poszli za ciosem. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła przed pole karne gdzie na silny ale niecelny strzał zdecydował się Rafał Murawski. Minutę później z prawej strony w pole karne wpadł Błaszczykowski, uderzył mocno ale wprost w Tima Wisse. W 67 minucie niestety strata piłki w środki boiska przez Wawrzyniaka. Niemcy szybko przeprowadzili dwójkową akcje. Goetze podał do wbiegającego w pole karne Thomasa Mullera, który został sfaulowany przez wchodzącego wślizgiem Głowackiego. Ewidentny karny i żółta kartka dla naszego obrońcy. Do piłki podszedł Kross i pewnym strzałem w prawy dolny róg bramki wyrównał wynik meczu. W końcowym kwadransie Niemcy dążyli do zmiany wyniku. W 76 minucie piękna akcja Schurrle. Ruszył z piłką ze środka boiska, przegrał ją na prawym skrzydle z Mullerem, po czym ze zwodem zszedł ponownie do środka i będąc na wysokości pola karnego zdecydował się na mocny strzał. Piłkę lecąca pod poprzeczkę zdołał końcówkami palców musnąć Szczęsny, przez co odbiła się ona od poprzeczki i wyszła na rzut rożny. Kolejna spektakularna parada polskiego bramkarza. Sytuacja Polaków dodatkowo skomplikowała się w 81 minucie, kiedy Głowacki dostał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę za faul na Goetze. Wydawało się, że czeka nas rozpaczliwa obrona wyniku, aż nadeszła 89 minuta meczu. Szczęsny rozpoczął grę długim wykopem z własnej połowy, pojedynek główkowy wygrał niewysoki, wprowadzony chwile wcześniej na boisko Maciej Rybus, zagrywając w stronę pola karnego. Do piłki błyskawicznie wystartował też wprowadzony w drugiej połowie Paweł Brożek, wyprzedził obrońcę, ale został w bezsensowny sposób zaczepiony w narożniku pola karnego przez niemieckiego bramkarza. Brożek upada, a sędzia Daniele Rosato wskazuje na „wapno”. Do jedenastki podszedł Błaszczykowski, uderzył w prawy dolny róg myląc bramkarza. Prowadzimy z Niemcami i to grając w osłabieniu. No właśnie prowadzimy ale mecz jeszcze się nie skończył. Sędzia doliczył trzy minuty. Byliśmy trzy minuty od pierwszego w historii zwycięstwa z Niemcami. Goście ruszyli z natarciem. Najpierw rajd Schurrle, powstrzymał Kamil Glik, który także pojawił się na boisku w drugiej części spotkania. Była 92 minuta a my mieliśmy jeszcze rzut rożny. Korner dość kuriozalny, bo w polu karnym był tylko jeden Paweł Brożek, który przeciwko sobie miał aż sześciu zawodników gości. Reszta Polaków pozostała w asekuracji na własnej połowie. Jakby tego było mało wybiła 93 minuta i trener Smuda zarządził zmianę. Błaszczykowski przy aplauzie publiczności zszedł z boiska, a zastąpił go Szymon Pawłowski. W teorii już nic nie mogło się stać… a jednak stało się. W ostatniej akcji meczu, Kross rozegrał piłkę ze środka na prawe skrzydło do Mullera, ten ograł Wawrzyniaka, podał wzdłuż bramki, a Cacau z kilku metrów skierował piłkę do siatki. Kolejna katastrofa polskiej defensywy. Najpierw Wawrzyniak poślizgnął się w polu karnym, przez co w dziecinny sposób minął go Muller, a potem piłka przechodzi wzdłuż pola karnego obok kolejnych czterech polskich obrońców. Każdy krył powietrze. Żaden nie zdołał przeciąć lotu piłki, żaden nie pilnował stojącego dwa metry przed bramką Cacau. Kryminał. Po tej bramce sędzia momentalnie zakończył spotkanie. Jak można było wypuścić wygraną w takich okolicznościach? O samej końcówce mówiło się przez kolejne miesiące i lata. Pozostał ogromny kac i niedosyt. Już w poprzednich meczach z teoretycznie słabszymi rywalami nasza obrona nie stanowiła, delikatnie mówiąc, monolitu. Ale na tle Niemców wyglądało to już dramatycznie. Formacja defensywna nie istniała. Praktycznie każdy atak Niemców kończył się sytuacją strzelecką. I tylko poprzez nieskuteczność gości i dzięki fenomenalnym interwencją Wojtka Szczęsnego mecz nie zakończył się blamażem. Byliśmy w tym meczu zdecydowanie gorsi od Niemców, ale wynik 2:2 poszedł w świat i zapisał się na kartach historii.
Jak pisałem wyżej pociąg powrotny mieliśmy 30 minut po przewidywanym zakończeniu meczu. Nawet jeśli mecz zakończyłby się w regulaminowym czasie gry, nierealne było dotarcie po meczu na dworzec PKP Gdańsk Wrzeszcz. Z bólem serca niestety musieliśmy wyjść ze stadionu 10 minut przed końcem meczu. Niby mieliśmy zapas czasowy ale pojawiły się problemy. Policja zablokowała drogi wyjścia z obiektu, w tym drogę którą dotarliśmy na stadion i cały ruch przekierowała w stronę stacji kolejowej, która znajdowała się przy stadionie. Informowaliśmy jaką mamy sytuację, że musimy biec na pociąg do Krakowa, jednak nasz apel nie wzruszył funkcjonariuszy. Pozostało ruszyć „na dziko”. I tak idąc przez jakieś krzaki, chaszcze, rowy, przeskakując przez jakieś bajora szliśmy przed siebie. Po czasie teren ten pewnie jest zurbanizowany, wtedy ukończony był tylko stadion i jego bezpośrednie otoczenie. W szerszej perspektywie były właśnie jakieś nieużytki i krzaki przez które się przedzieraliśmy. W pewnym momencie usłyszeliśmy ryk stadionu. Za chwile wielką euforię. Biegniemy przed siebie i myślimy – niemożliwe strzeliliśmy gola. Po kolejnych kilkudziesięciu sekundach był kolejny ryk, ale tym razem zawodu po golu dla Niemców. Szkoda, że tej końcówki nie zobaczyliśmy, ale niestety logistyka była nieubłagana. Wpadamy na peron kilka minut przed odjazdem. Ufff udało się. Ruszamy z Gdańska do domu. W drodze powrotnej sytuacja się odwróciła. Tym razem mieliśmy zapasy jedzenia, a w pewnym momencie brakło prowiantu płynnego. Zajechaliśmy do Bydgoszczy. Pociąg zatrzymał się na stacji, a konduktor poinformował, że czeka nas półtora godzinny postój, nie podając przyczyny. Ruszyliśmy więc z Patrykiem „w miasto” poszukać jakiegoś sklepu nocnego. Nie były to czasy Google Maps i opcji znajdź sklep, więc poszliśmy trochę w ciemno, licząc, że znajdziemy jakiś otwarty punkt. Włóczyliśmy się po pustej Bydgoszczy w środku nocy i finalnie nic nie znaleźliśmy. Zbliżała się godzina odjazdu naszego pociągu więc wróciliśmy na dworzec, weszliśmy zawiedzeni do przedziału i poszliśmy spać.
6 września 2011
Gdańsk – Stadion PGE Arena – widzów 36.000
Polska – Niemcy 2:2 (0:0)
1-0 Lewandowski 54′
1-1 Kroos 68′ (k)
2-1 Błaszczykowski 89′ (k)
2-2 Cacau 90′
Polska: Szczęsny – Wasilewski, Głowacki, Perquis (72′ Glik), Wawarzyniak – Błaszczykowski (90′ Pawłowski), Mierzejewski (84′ Rybus), Murawski, Dudka, Peszko (65′ Matuszczyk) – Lewandowski (80′ Brożek)
Niemcy: Wiese – Traesch, Mertesacker, Boateng, Lahm (46′ Schmelzer) – Rolfes (76′ Bender) – Schuerrle, Goetze, Kroos, Podolski (62′ Mueller) – Klose (46′ Cacau)
Żółte kartki: Głowacki (Polska) – Kroos, Wiese (Niemcy)
Czerwona kartka: Głowacki – druga żółta (Polska)