Polański nie, Polański tak
Czerwcowe mecze kadry wlały trochę nadziei w kibicowskie serca. Coś drgnęło w grze biało-czerwonych. Tym razem po serii gier z wymagającymi przeciwnikami, przyszedł czas na mecz z teoretycznie słabszym rywalem czyli Gruzją. Mecz miał odbyć się na nowym stadionie w Lubinie. Nowym trochę w cudzysłowie (jak na ówczesne realia) bo obiekt otwarto rok wcześniej. I tutaj swój wpis zacznę nietypowo bo od pochwał skierowanych w stronę PZPN-u. O ówczesnych rządach piłkarskiej centrali nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego. Mamy Euro 2012? Owszem ale to w głównej mierze zasługa skutecznego lobbingu szefa ukraińskiego związku piłkarskiego Hryhorija Surkisa. Polska wkrótce miała się doczekać najnowocześniejszych stadionów w Europie? Owszem ale to zasługa wkładu państwa, które zobowiązało się wybudować odpowiednie obiekty na turniej mistrzowski. Więc za co chcę pochwalić PZPN? Za kwestię organizacji meczów kadry w Polsce. Otóż jak wiadomo począwszy od 2009 roku „z kopyta” ruszyła w Polsce budowa stadionów. Co istotne nie tylko dużych obiektów, które miały gościć uczestników EURO 2012, ale także innych stadionów w mniejszych ośrodkach, które miały służyć lokalnym klubom. Boom infrastrukturalny ogarnął całą Polskę. I tutaj plus dla działaczy związkowych, którzy przyjęli wtedy zasadę aby nagradzać organizacją meczu reprezentacji Polski mniejsze miasta, które zdecydowały się zainwestować w poprawę bazy sportowej. Moim zdaniem było to bardzo dobre posunięcie i docenienie wysiłków lokalnych działaczy. Wiadomo, że podmiotami odpowiedzialnymi za budowę stadionów były miejscowe samorządy lub lokalny biznes, ale inicjatywa taka zawsze mobilizowała dużą część lokalnej społeczności. Bonus w postaci obiecanego meczu kadry był dodatkową nagrodą dla danego ośrodka piłkarskiego. PZPN organizując mecz kadry gdzieś w mniejszym ośrodku chwalił się zmieniającą się infrastrukturą, a z drugiej strony przy okazji meczu mogli się „ogrzać” lokalni politycy, samorządowcy, przedsiębiorcy i działacze. A i pewnie pomeczowe bankiety były wystawne, co znając upodobania ówczesnych zarządzających polską piłką było istotną częścią imprezy sportowej. I tak kadra wcześniej gościła w Kielcach, potem w Lubinie, dalej był mecz w Krakowie na stadionie Cracovii, do momentu wybudowania Stadionu Narodowego, biało-czerwoni grali też na stadionie Legii. W następnych latach nastąpił prawdziwy wysyp nowych stadionów w różnych częściach Polski jednak nowa ekipa zarządzająca prezesa Zbigniewa Bońka zarzuciła pomysł pokazywania kadry w mniejszych miejscowościach. Postawiono na monetyzację. Większość meczów przeniesiono do Warszawy na Stadion Narodowy, spotkania o mniejszej randze grano na obiektach wybudowanych na EURO 2012. Oczywiście taka strategia była ze wszech miar słuszna jednak zupełnie zapomniano o mniejszych ośrodkach i lokalnych kibicach. Doceniając dwie kadencję prezesa Bońka, reformy i przemiany wielu obszarów funkcjonowania polskiej piłki nie zgadzam się z jego teorią, że nie będzie obwoził reprezentacji Polski po „Polsce powiatowej”. Przecież nikt nie mówił, żeby Lewandowski, Zieliński i Szczęsny jeździli na mecze np. do Gliwic, albo żeby reprezentacje Anglii czy Włoch miały grać z Polakami w np. w Lublinie. Czemu nie przyjęto zasady, że wszystkie mecze eliminacyjne i topowe mecze powstałej nieco później Ligi Narodów gramy na Narodowym, pozostałe mecze Ligi Narodów i mecze towarzyskie z silnymi rywalami gramy na arenach EURO 2012, a na mecze sparingowe ze słabszymi drużynami jedziemy w Polskę. Na takie mecze często nie byli powoływani/nie przyjeżdżali topowi piłkarze, skład często był eksperymentalny. Uważam również, że w porozumieniu z Ekstraklasą można było znaleźć jeden wolny termin w ciągu roku i zorganizować sparing kadry z nisko notowanym rywalem, w którym selekcjoner mógłby zrobić „przegląd wojsk” z piłkarzy ligowych. Taki mecz byłby oczywiście poza okienkiem FIFA ale myślę, że na taki sparing mogliby przyjeżdżać także polscy piłkarze z zagranicy (przykładowo niegrający w klubach lub wracający po kontuzji). Oczywiście mówię o zawodnikach mogących być potencjalnie w orbicie zainteresowania selekcjonera. Takie zasady spowodowały, że z możliwości goszczenia kadry wykluczono mniejsze ośrodki-stadiony jak przykładowo wspomniane Gliwice, Lublin, ale i Gdynia, Tychy, Bielsko-Biała, Łódź, a nawet duże stadiony jak areny w Białymstoku czy stadion Wisły w Krakowie. Wymieniłem tylko te wybudowane najwcześniej. Decyzja o odebraniu organizacji meczów towarzyskich mniejszym miastom była tym bardziej zaskakująca, że team Boniek-Nawałka był mistrzami w organizowaniu sparingów tylko po to aby w zamyśle wygrywać ze słabszymi i nabijać punkty do rankingu. Przykładowo dobrze znana Prezesowi Bońkowi piłkarska reprezentacja Włoch była swoistym „cyrkiem objazdowym” i grała zarówno na wielkich arenach w Turynie, Mediolanie czy Rzymie, jak i na rozpadających się stadionach w Bari, Neapolu czy Palermo. Każdy mógł jej dotknąć. No cóż w Polsce zadecydował argument fiskalny i kwestia splendoru co oczywiście też ma swoje uzasadnienie.
Wybiegłem trochę w przyszłość, ale wracajmy do 2011 roku, prezesury Grzegorza Laty i czasów gdzie liczący 16.000 pojemności stadion w Lubinie, należał do grona najnowocześniejszych obiektów piłkarskich w Polsce. Dialog Arena jak wówczas nazywał się obiekt (sponsorem tytularnym stadionu była firma telekomunikacyjna), miał być gospodarzem meczu towarzyskiego z Gruzją. Co ciekawe reprezentacja Polski po raz trzeci w historii miała gościć w Lubinie. Wygląd obiektów sportowych w tym mieście idealnie obrazował postęp i krok cywilizacyjny jaki zaliczyła Polska na przestrzeni lat. Kadra wróciła do Lubina po 22 latach. Poprzedni mecz zagrała tu 23 sierpnia 1989 r. z reprezentacją ZSSR (wcześniej w Lubinie graliśmy z NRD). Jak widać to zupełnie „inna epoka”. Z zupełnie „innej epoki” był również ówczesny stadion. Sama nazwa betonowego molocha wiele mówiła – Stadion 40-lecia Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy. Od razu do głowy przychodzą wspomnienia czasów słusznie minionych. Na szczęście ponad dwie dekady później Lubin doczekał się eleganckiego, kameralnego stadionu dostosowanego do potrzeb lokalnej społeczności piłkarskiej. Mimo, że reprezentacja Polski po dłuższej przerwie zawitała na Dolny Śląsk to na Dialog Arenie nie stawił się komplet publiczności. Był to efekt bojkotu tego meczu przez kibiców Zagłębia Lubin, jako część szerszej akcji kibicowskiej wymierzonej w PZPN. Na stadionie nie był także prowadzony zorganizowany doping.
W przypadku tego meczu wydarzenia boiskowe i poza boiskowe ogniskowały się wokół osoby Eugena Polańskiego. Urodzony w Sosnowcu piłkarz swoimi wypowiedziami spolaryzował polską społeczność piłkarską. Niesmak i kontrowersje budziły słowa wypowiedziane kilka miesięcy wcześniej przez zawodnika wychowanego w Niemczech i grającego na co dzień w klubie FSV 05 Mainz. Przyznał on wprost, że nie chce grać dla reprezentacji Polski oraz że w przypadku meczu pomiędzy naszymi krajami, kibicowałby Niemcom. Zresztą zawodnik klubu z Moguncji w młodości grał w młodzieżowych kadrach Niemiec. Był nawet ich kapitanem. Zbliżało się EURO 2012 i nagle niemiecki zawodnik zapragnął być… Eugeniuszem Polańskim i reprezentować Polskę na turnieju. Pomysłowi temu przyklasnął selekcjoner Franciszek Smuda i powołał Polańskiego na towarzyski mecz z Gruzją. Przez środowisko piłkarskie przetoczyła się burza. Na piłkarza spadały gromy ze strony kibiców, środowiska dziennikarskiego oraz byłych reprezentantów Polski, najmocniejsze ze strony dwóch „naczelnych” krytyków ówczesnej rzeczywistości piłkarskiej w Polsce czyli Jana Tomaszewskiego i Tomasza Hajty.
Gorączka wokół osoby Polańskiego przesłoniła inny głośny i niejednoznaczny temat jakim żyła wtedy piłkarska polska, a który pośrednio dotyczył także reprezentacji Polski. Chodzi o kwestię zamieszania w aferę korupcyjną Łukasza Piszczka i konsekwencji prawnych jakie miały spotkać reprezentacyjnego obrońcę. Sam temat korupcji w polskiej piłce ligowej był już dawno przemielony z każdej strony, ale brakowało finalnych wyroków. Na Piszczku ciążył zarzut uczestnictwa w ustawieniu meczu nomen omen Zagłębia Lubin z Cracovią w 2006 roku. Konsekwencje miały być podwójne, gdyż wyrok w tej sprawie miał wydać sąd we Wrocławiu oraz w osobnym postępowaniu Wydział Dyscypliny PZPN. Swój osąd wydało także środowisko piłkarskie, ale podobnie jak w przypadku Polańskiego głosy były podzielone. Jedni bronili prawego obrońcy ze względu na młody wiek i fakt, że ww. meczu nawet nie zagrał. Inni twierdzili, że od reprezentanta Polski wymagana jest nieskazitelna postawa moralna i etyczna. Finalnie wrocławski sąd okręgowy skazał piłkarza na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata i 100 tysięcy złoty grzywny. To były konsekwencje prawne. Karę sportową wymierzył Wydział Dyscypliny PZPN, który w lipcu 2011 roku ukarał byłego napastnika Zagłębia Lubin (tak, tak, wówczas napastnika) bezwzględną półroczną dyskwalifikacją. Taki werdykt z automatu wykluczył Piszczka z udziału w meczu z Gruzją. W teorii sprawa w tym momencie miała się zakończyć, gdyż polski obrońca w pierwszej chwili pogodził się z konsekwencjami. Jednak po dokładnym wczytaniu się w wykładnię wyroku okazało się, że kara dotyczy nie tylko meczów w Polsce, ale wszystkich spotkań rozgrywanych pod egidą FIFA i UEFA. Dla Piszczka oznaczało to de facto brak możliwości gry w Bundeslidze w barwach Borussii Dortmund. Do PZPN-u wpłynęło odwołanie i ostatecznie Związkowy Trybunał Piłkarski zmienił wyrok na roczną dyskwalifikację, w zawieszeniu na trzy lata, więc Piszczek od jesieni mógł dalej przygotowywać się wraz z reprezentacją do turnieju EURO 2012.
Przed polsko-ukraińskim EURO miałem założenie, żeby zobaczyć wszystkie lub prawie wszystkie mecze reprezentacji więc naturalnym było pojawienie się także w Lubinie. Akurat w tym czasie życie prywatne łączyło mnie z Dolnym Śląskiem więc dotarcie na mecz nie było szczególnym problemem. Razem z Panem Romanem pojechaliśmy do Lubina. Udało się płynnie wejść na stadion, powiesić flagę na trybunie w narożniku i czekać na mecz. Wracając do piłki, mimo że wokół powołania Polańskiego do kadry wybuchła afera, to sam piłkarz na tyle dobrze prezentował się podczas przedmeczowego zgrupowania, które odbywało się na obiektach Miedzi Legnica, że selekcjoner desygnował go do gry… w pierwszym składzie. Publiczność zgromadzona na Dialog Arenie była podzielona w ocenie piłkarza. Pojawiły się gwizdy, pojawiły się oklaski, przed rozpoczęciem meczu pojawił się też transparent z hasłem „Eugen Polański wypier….”, który został jednak szybko zdjęty przez służby porządkowe. Nietypowo bo o 18:30 wybrzmiał pierwszy gwizdek. W 2′ trwała twarda walka w środku boiska, próby ataków Polaków były jednak rozbijane przez agresywnie grających Gruzinów. Od początku meczu goście mieli jeden schemat gry, a mianowicie wrzutki za linię naszej obrony i bazowanie na szybkości swoich zawodników ofensywnych. Już w 3 minucie taka próba zakończyła się szybkim wyjściem Dawita Targamadze i sytuacją sam na sam z Wojtkiem Szczęsnym. Gruziński zawodnik padł w polu karnym ale… otrzymał żółtą kartkę, za próbę wymuszenia rzutu karnego. Chwilę potem podobna akcja ale w momencie gdy Gruzin wychodził na dobrą pozycję sędzia odgwizdał spalonego (powtórki pokazały, że była to błędna decyzja). W 11 minucie meczu na potężny strzał zdecydował się były zawodnik AC Milan Kacha Kaładze, ale piłka wpadła wprost do „koszyczka” Szczęsnego. W 16 minucie znów akcja Gruzinów i to do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić na bazie poprzednich meczów czyli klops w obronie. Piłka w polu karnym przeskoczyła Tomka Jodłowca, sytuację próbował ratować Arek Głowacki, ale Targamadze znalazł się sam przed Szczęsnym. Na szczęście nasz bramkarz zdołał skrócić kąt i obronił strzał z kilku metrów. Pierwsza akcja Polaków miała miejsce w 20 minucie. Po dośrodkowaniu Robert Lewandowski wygrał pozycję w polu karnym, zdobył nawet bramkę, z tym że wcześniej faulował. W 22 minucie zejście Kuby Błaszczykowskiego z prawego skrzydła do środka, ale strzał lekki i w środek bramki bez problemu obronił Giorgi Loria. Minutę później bliźniacza akcja, tym razem Adrian Mierzejewski zszedł z lewej strony do środka, uderzył potężnie ale minimalnie nad bramką. Strzałem odpowiedzieli także Gruzini. W 28 minucie strzał z 30 metrów Szoty Grigalaszwilego, ale piłka otarła się o interweniującego Głowackiego i przeszła minimalnie obok lewego słupka bramki. W 34 minucie piękna akcja gości, którzy rozklepali polską obronę, na końcu Kuba Wawrzyniak zgubił krycie Targamadze, ale ten w kolejnej dobrej sytuacji z kilku metrów znów trafił w wychodzącego z bramki Szczęsnego. Dwie minuty później skuteczna odpowiedź biało-czerwonych. Błaszczykowski tym razem z lewej strony szedł do środka, zagrał „na klepkę” z Lewandowskim i w dobrej sytuacji strzeleckiej Kuba przymierzył dokładnie zdobywając bramkę na 1:0. Do przerwy prowadzimy i mocno zaczynamy drugą połowę. Minutę po rozpoczęciu gry Mierzejewski podał do Lewandowskiego ten ruszył z okolic środka boiska w stronę bramki, ograł kilku zawodników, ale uderzył tuż obok słupka. Minęła minuta i po rzucie rożnym znów Lewandowski doszedł do piłki w polu karnym, strzelił mocno ale wprost w bramkarza gości. Co zrobiło różnicę w tym meczu? Wojciech Szczęsny. W 60 minucie kolejna piękna akcja gości, niemal kopia tej sytuacji po jakiej bramkę zdobyli Polacy. Z lewego skrzydła piłkę w pole karne zagrał wprowadzony po przerwie Gia Grigalawa. W polu karnym Wawrzyniaka wziął na plecy Targamadze, odegrał „z klepki” do Otara Marcwaladze ale Szczęsny znów skrócił kąt i zdołał odbić piłkę na rzut rożny. Kapitalna parada polskiego bramkarza. Na minus w tej sytuacji postawa duetu Wawrzyniak – Jodłowiec, którzy zostali dziecinnie ograni (rozklepani) w polu karnym. W 87 minucie jeszcze jeden bardzo groźny strzał sprzed pola karnego Dato Kwirkwelii ale znów skutecznie sparowany przez Szczęsnego. Po przeciętnym meczu wygrywamy 1:0. Jeśli przed meczem selekcjoner Franciszek Smuda miał ból głowy widząc grę polskiej obrony, to po tym meczu musiał się udać do apteki kupić jeszcze silniejsze leki przeciwbólowe. Mecz przebiegał się w sennej atmosferze. Było kilka zrywów dopingowych i kilka pozdrowień dla PZPN. Mecz zarówno pod względem sportowym jak i kibicowskim po prostu się odbył i tyle.
10 sierpnia 2011
Lubin – Dialog Arena – widzów 12.310
Polska – Gruzja 1:0 (1:0)
36′ Błaszczykowski
Polska: Szczęsny – Wojtkowiak, Jodłowiec, Głowacki, Wawrzyniak – Błaszczykowski, Polanski (75′ Dudka), Murawski (85′ Matuszczyk), Mierzejewski (61′ Peszko), Obraniak (79′ Pawłowski) – Lewandowski (61′ Brożek)
Gruzja: Loria – Łobżanidze, Czubutia, Amisułaszwili (46′ Grigalawa ), Kaładze – Kankawa (73′ Dauszwili), Kobiaszwili (80′ Kwirkwelia), Grigałaszwili (61′ Kaszia), TargamadzeI – Marcwaladze (61′ Wacadze), Dwaliszwili (46′ Guruli)
żółte kartki: Błaszczykowski (Polska) – Targamadze, Kobiaszwili (Gruzja)