Powiało optymizmem
Drugim akcentem towarzyskiego dwumeczu na stadionie przy Łazienkowskiej było starcie z Francją. Zacznę tak jak poprzednio. Polska – Francja na papierze wygląda WOW, niestety także i w tym przypadku był to raczej mecz Polska – Francja B. Trójkolorowi przylecieli do Warszawy bez kilku swoich gwiazd, a asy takie jak Karim Benzema czy Franck Ribéry nie pojawiły się na murawie (pierwszy przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych, drugi mimo iż przyleciał z drużyną do Warszawy i zagrał cztery dni wcześniej w wygranym 4:1 meczu z Ukrainą, tym razem nie znalazł się w kadrze meczowej). Mimo osłabień skład Francuzów prezentował się solidnie i co najważniejsze kibice zobaczyli zupełnie inny mecz niż kilka dni wcześniej. Inna godzina, inna frekwencja, inna atmosfera, inne emocje – to na plus, niestety inny był też wynik. 9 czerwca 2011 roku polscy kibice przeżyli namiastkę tego co miało nas czekać za rok. Nowoczesny stadion (w końcu!), komplet publiczności, atmosfera piłkarskiego święta. Na wyjazd do Warszawy namówiłem Marcina i pociągiem z Krakowa ruszyliśmy do stolicy. W przedziale przypadkowo poznaliśmy Huberta, który jak się okazało także jechał na mecz. Dodatkowo okazało się, że Hubert pochodzi z Jarosławia i zna chłopaków, których ja z kolei poznałem na wcześniejszym wyjeździe do Kufstein, (chłopaki także mieli być na meczu). Mało tego okazało się, że Hubert zna także z czasów studenckich brata Marcina – kolejny raz potwierdziło się powiedzenie „jaki ten świat mały”. W trasie był czas pogadać o piłce i o życiu w Krakowie. Docieramy do Warszawy i od razu obieramy kierunek na Łazienkowską. Na stadionie razem z Arkiem i Kubą z Jarosławia, przy zimnym piwku czekamy na pierwszy gwizdek.
Mecz rozpoczął się od wysokiego pressingu Francuzów. W 2′ Polacy zamknięci na własnej połowie, nie byli w stanie wyprowadzić piłki z okolic własnego pola karnego, w końcu klasyczna laga do Roberta Lewandowskiego zakończyła się szybką stratą piłki. Pierwsze 10 minut to aktywna gra z obu stron. Były akcje oskrzydlające, dośrodkowania, ale finalnie brakowało wykończenia i ostatniego dokładnego podania. Aż nadeszła 11 minuta. Charles N’Zogbia zszedł z lewego skrzydła do środka i zdecydował się na mocny strzał w kierunku bramki. Tor lotu piłki zmienił Tomasz Jodłowiec, zaskakując Wojciech Szczęsnego i pakując piłkę do własnej bramki. Spory pech, ale i dobra akcja i dobry strzał reprezentanta Francji. Kolejne minuty pierwszej połowy to aktywna gra Polaków, ale dynamicznym akcjom brakowało wykończenia. Powtarzały się dwa schematy. Ataki skrzydłami i dośrodkowania, lecz osamotniony z przodu Lewandowski był odcinany od podań przez trójkę francuskich obrońców. Innym razem ataki większą liczbą piłkarzy ofensywnych były skutecznie „kasowane” już w obrębie pola karnego. Dużo było szumu, ale mało strzałów na bramkę. W drugiej połowie wręcz przeciwnie, obie drużyny nastawiły się na strzały z dystansu. Uderzenie zza pola karnego Mathieu Valbueny obronił Szczęsny, strzał Lewandowskiego był minimalnie niecelny, a z kolejnym mocnym strzałem po ziemi N’Zogbii poradził sobie polski bramkarz. Najlepszą okazję na podwyższenie wyniku Francuzi mieli w 74 minucie kiedy Guillaume Hoarau przegrał pojedynek sam na sam ze Szczęsnym. Minutę później Polacy mogli odpowiedzieć. Kuba Błaszczykowski dośrodkował z prawej strony, ale strzał głową Lewandowskiego z linii bramkowej wybił Bacary Sagna. Goście nie potrafili oddalić zagrożenia od własnej bramki i po kilkunastu sekundach znów Lewandowski zdecydował się na potężny strzał zza pola karnego, ale Cédric Carrasso zdołał instynktownie obronić to uderzenie. W końcówce kolejne groźne strzały z dystansu z obu stron. Najpierw Adam Matuszczyk uderzył z trzydziestu metrów, ale kolejną dobrą paradą popisał się francuski bramkarz. W odpowiedzi po pięknej indywidualnej akcji Marvin Martin uderzył sprzed pola karnego minimalnie nad poprzeczką. Działo się w tym meczu sporo, ale wynik nie uległ już zmianie. Mimo porażki odbiór tego meczu był pozytywny. Było widać zalążki dobrej, składnej gry na tle silnego rywala, natomiast zawiodła skuteczność. W poprzednich sparingach piętą achillesową polskiej kadry była gra w obronie. Zmieniały się ustawienia, zmieniali się wykonawcy ale postawa polskiej defensywy pozostawiała wiele do życzenia. Jak powinna wyglądać szczelna obrona pokazali w tym meczu Francuzi. Podwajanie, asekuracja i przerywanie ataków jak najdalej od własnego pola karnego. Polacy mimo iż byli w tym meczu aktywni i wybiegani po wielokroć rozbijali się o świetnie ustawionych francuskich obrońców. Cieszy determinacja i zaangażowanie. Powiało optymizmem na rok przed inauguracją turnieju Euro 2012
9 czerwca 2011
Warszawa – Stadion Wojska Polskiego – widzów 32.000
Polska – Francja 0:1 (0:1)
12′ Jodłowiec (s)
Polska: Szczęsny – Piszczek, Wojtkowiak, Jodłowiec, Wawrzyniak – Błaszczykowski (87′ Brożek), Dudka, Murawski, Obraniak (88′ Pawłowski), Mierzejewski (79′ Matuszczyk) – Lewandowski
Francja: Carrasso – Sagna, Kaboul (27′ Rami), Abidal, Evra – N’Zogbia (74′ Rémy), Diarra (46′ M’Vila), Cabaye (46′ Diaby), Martin, Valbuena (73′ Malouda) – Hoarau (78′ Gameiro)
żółte kartki: Obraniak (Polska) – Evra, Abidal (Francja)