Piknik na Łazienkowskiej
Polska – Argentyna na papierze wygląda to bardzo ciekawie, niestety w tym przypadku był to raczej mecz Polska – Argentyna C. Na Łazienkowską przyjechało nie bezpośrednie zaplecze Albicelestes, ale bardzo głębokie rezerwy. Dość powiedzieć, że w składzie reprezentacji Argentyny znalazł się zawodnik występujący na co dzień w… lidze polskiej. Argentyńczycy cyklem spotkań towarzyskich (wcześniej grali m.in. z Nigerią) rozpoczęli przygotowania do zbliżającego się Copa America, którego byli gospodarzem. Za niespełna miesiąc, 1 lipca mieli zainaugurować turniej meczem z Boliwią w La Placie. Wydawać by się mogło, że w fazie bezpośredniego przygotowania do turnieju zespół z Ameryki Południowej powinien zgrywać najmocniejszy skład. W ówczesnej drużynie Albicelestes prym wiedli tacy zawodnicy jak Ángel Di María, Carlos Tevez, Sergio Agüero, Javier Zanetti, Esteban Cambiasso, Javier Mascherano, Ezequiel Lavezzi, Gonzalo Higuaín i oczywiście Leo Messi (wszyscy oni zostali powołani na Copa America). Tymczasem w meczu przy Łazienkowskiej w wyjściowej jedenastce znalazł się… Alejandro Cabral z Legii Warszawa. Dla wielu zawodników, którzy zagrali w czerwcowych meczach sparingowych były to często pierwsze i… ostatnie mecze w reprezentacji Argentyny. Ba, tylko dwóch piłkarzy, którzy przylecieli na mecz do Warszawy znalazło się potem w szerokiej kadrze Argentyny na turniej Copa America. Byli to kapitan Pablo Zabaleta, który zagrał tylko w pierwszej połowie oraz Ezequiel Garay, który w ogóle nie pojawił się na boisku. Mamy obraz przeciwnika, to teraz parę słów o atmosferze spotkania. Właściwie wystarczy jedno słowo – piknik i to piknik w całej rozciągłości. Był to pierwszy mecz reprezentacji Polski na nowo wybudowanym stadionie Legii. Na mecz przyszło raptem 12.000 kibiców czyli ponad połowa stadionu była pusta. Te puste miejsca były doskonale widoczne w przekazie telewizyjnym z tego spotkania. Pozostał rok do rozpoczęcia finałów EURO 2012, tymczasem na meczu jednego z gospodarzy imprezy na stadionie w oczy kują puste krzesełka. Wyglądało to fatalnie i było raczej marną promocją drużyny i marną promocją zbliżającego się turnieju. Taka a nie inna frekwencja była pochodną słabych wyników kadry i ogólnie złej atmosfery wokół polskiej piłki (mówiło się nawet, że pozycja trenera Franciszka Smudy jest zagrożona). Piknikowa frekwencja to jedno, piknikowa była także godzina meczu. W czerwcowe upalne popołudnie wiele osób wybrało inne rozrywki niż wizyta na stadionie Legii. Ci którzy jednak przyszli postanowili podwójnie spożytkować ten czas. Nie tylko oglądnąć mecz, ale i złapać trochę opalenizny. Jako, że jedna część stadionu praktycznie przez cały mecz była skąpana w słońcu, widok gołych klat na trybunach był powszechny. Ot taki letni stadionowy folklor. Do tego doszedł piknikowy doping, którego praktycznie nie było i mamy pełny obraz tego meczu. Jadąc do Warszawy nie spodziewałem się aż tak „letniego” meczu. Byłem na starym stadionie Legii, byłem na stadionie Legii w budowie, więc chciałem zobaczyć jak wygląda gotowy obiekt. Wsiadłem w pociąg i udałem się do Warszawy.
Dochodziła godzina 17, obie drużyny wyszły na boisko. Polacy na czerwono, a Argentyńczycy w swych tradycyjnych pasiastych biało-niebieskich koszulkach. Początek meczu ostrożny w wykonaniu obu drużyn. W 2′ próba ataku lewą stroną ale Adrian Mierzejewski i Kamil Grosicki zostali łatwo zatrzymani przez argentyńskich obrońców. Pierwsza groźna sytuacja Polaków miała miejsce w 13 minucie, kiedy rzut wolny z prawej strony pola karnego wykonywał Mierzejewski, jednak strzał lewą nogą, po ziemi bez problemu obronił Adrian Gabbarini. W 21 minucie odpowiedzieli goście. Z lewej strony akcję zainicjował Marco Ruben, zagrał w pole karne ale w sytuacji sam na sam Wojtek Szczęsny wygrał pojedynek z Pablo Piattim. Kolejna akcja Polaków i było 1:0. W 26 minucie piękna akcja środkiem boiska, najpierw Rafał Murawski uruchomił podaniem Roberta Lewandowskiego, ten zagrał do rozpędzonego Mierzejewskiego, kiks Federico Fazio i Mierzej w sytuacji sam na sam zdobywa bramkę. Jak ktoś miał wątpliwości jak silna i zmobilizowana reprezentacja Argentyny przyjechała do Warszawy to ta sytuacja wiele wyjaśniła. Błąd argentyńskiego stopera był tak kuriozalny, że nie powinien się zdarzyć na poziomie reprezentacyjnym. Tego „wielbłąda” nie puścił płazem także trener Albicelestes Sergio Batista i w przerwie meczu zmienił swego obrońcę. W 31 minucie meczu akcja na prawej stronie dwójki z Dortmundu, Kuba Błaszczykowski zagrał do Łukasza Piszczka, dośrodkowanie Piszcza, ale Grosicki strzelił głową obok bramki. Ogólnie Grosik w pierwszej połowie był bardzo aktywny. Dwukrotnie nietypowo zbiegał z lewego skrzydła do środka i próbował strzałów, które jednak dość łatwo bronił goalkeeper gości. W innej sytuacji po rajdzie Błaszczykowskiego, Grosik dostał piłkę przed polem karnym, ale w dobrej sytuacji zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i został zablokowany przez stoperów. Argentyńczycy otworzyli drugą połowę bramką. Z lewej strony dośrodkował wprowadzony po przerwie Emiliano Insua, w polu karnym Mateo Musacchio przedłużył piłkę, a niezdecydowanie Tomka Jodłowca i przede wszystkim Kamila Grosickiego wykorzystał Marco Ruben. Napastnik gości przepchał w polu karnym Grosika, strzelił mocno z 10 metra i Szczęsny był bez szans. W 62 minucie powinniśmy prowadzić. Lewandowski świetnie wypatrzył wbiegającego w pole karne Mierzejewskiego, ale tym razem Mierzej przegrał pojedynek sam na sam z Gabbarinim. Jednak co się odwlecze to nie uciecze. W 67 minucie złe wybicie piłki głową z własnego pola karnego przez argentyńskiego stopera. Futbolówkę przejmuje Lewandowski, zagrywa do Błaszczykowskiego, który wypatrzył wbiegającego w pole karne Pawła Brożka, posyłając mu prostopadłe podanie. Broziu w sytuacji sam na sam przerzucił piłkę nad wybiegającym bramkarzem gości i mamy 2:1. Po tej bramce tempo meczu wyraźnie spadło. Polacy mieli jeszcze jedną dobrą sytuację. W 80 minucie dośrodkowanie bardzo dobrze grającego w tym meczu Mierzejewskiego, ale w polu karnym minimalnie spóźniony Brożek nie zdołał przeciąć lotu piłki i skierować jej do bramki. Koniec meczu. Wygrywamy 2:1, wynik idzie w świat. Jedyny plus tego meczu to chyba podreperowanie statystyk meczów z Albicelestes. Podsumowując całość to zarówno poziom sportowy meczu jak i otoczka pozostawiały bardzo wiele do życzenia. Ze zwycięstwa chyba najbardziej mógł cieszyć się selekcjoner Franciszek Smuda. Gdyby Argentyna przywiozła do Polski pierwszy garnitur to w zestawieniu z formą reprezentacji Polski mecz mógłby się skończyć się wysoką porażką. Dokładając do tego zbliżający się sparing z Francją i ryzyko porażki mogłoby się okazać, że trener Smuda, zostałby zwolniony po tym czerwcowym okienku reprezentacyjnym. Wynik się jednak zgadzał, więc gramy dalej.
5 czerwca 2011
Warszawa – Stadion Wojska Polskiego – widzów 12.000
Polska – Argentyna 2:1 (1:0)
1:0 Mierzejewski 26′
1:1 Ruben 47′
2:1 Paweł Brożek 67′
Polska: Szczęsny – Piszczek, Wojtkowiak, Jodłowiec, Wawrzyniak – Błaszczykowski, Dudka, Murawski,(76′ Matuszczyk), Mierzejewski (80′ Kucharczyk), Grosicki (56′ Brożek) – Lewandowski (90′ Klich)
Argentyna: Gabbarini – Zabaleta (46′ Insúa), Musacchio, Fazio (46′ Bottinelli), Ansaldi – Piatti (78′ Gaitán), Bolatti, Bertolo (46′ Belluschi), Cabral (68′ Formica), Cristaldo – Rubén
żółte kartki: Murawski, Lewandowski, Wawrzyniak (Polska) – Belluschi (Argentyna)